kamas91

New Member
21
4
Gdzie znajdę w sieci wypisane aksjomaty Austriackiej Szkoły Ekonomii (człowiek działa itd)? Jakiś artykuł typu zakładamy to, to i to więc z tego mamy to.
 

jkruk2

A fronte praecipitium a tergo lupi
828
2 305
W zasadzie nie ma takiego dzieła. Coś tam Rothbard próbuje wymieniać w Man, Economy and State na początku.

...zresztą to nie są żadne aksjomaty, tylko założenia, które są (rzekomo) podstawą słabych wnioskowań, które wypełniają treści dzieł austriaków.
 

vast

Well-Known Member
2 745
5 713
Gdzie znajdę w sieci wypisane aksjomaty Austriackiej Szkoły Ekonomii (człowiek działa itd)? Jakiś artykuł typu zakładamy to, to i to więc z tego mamy to.

Wejdź sobie na stronę instytutu misesa. A aksjomat jest jeden - aksjomat działania, i nie jest to aksjomat ASE, tylko aksjomat prakseologii, która jest jednym z fundamentów ASE.

W zasadzie nie ma takiego dzieła. Coś tam Rothbard próbuje wymieniać w Man, Economy and State na początku.

...zresztą to nie są żadne aksjomaty, tylko założenia, które są (rzekomo) podstawą słabych wnioskowań, które wypełniają treści dzieł austriaków.

Jak to nie ma? Przecież w ludzkim działaniu jest wszystko wytłumaczone. A aksjomat to nie jest "jakieś tam" założenie, tylko początkowy punkt wnioskowania, założenie ewidentne, którego nie potrzeba kwestionować i które jest akceptowane bezsprzecznie.
 
Ostatnia edycja:

T.M.

antyhumanista, anarchista bez flagi
1 306
4 094
Rothbard zaorany!

Wysocki, Megger: Austriacka ekonomia dobrobytu – ujęcie krytyczne

TL;DR czyli Streszczenie:

Wydawało się, że wraz z publikacją znakomitego eseju Rothbarda pt. Toward a Reconstruction of Utility and Welfare Economics (1956) stało się możliwe argumentowanie za wolnym rynkiem przy użyciu pewnego zmodyfikowanego pojęcia efektywności. Rothbard utrzymywał, że aby to osiągnąć, wystarczy zaopatrzyć się w dwa pojęcia: zmian Pareto-efektywnych oraz demonstrowanej preferencji. Cel tego artykułu jest czysto krytyczny. Po pierwsze, mierzymy się w nim z problemem — naszym zdaniem niedostatecznie zauważanym w dotychczasowej literaturze poświęconej austriackiej ekonomii — precyzyjnego zdefiniowania zmian Pareto-efektywnych. Innymi słowy, musimy zadać pytanie, co miałoby stanowić substancjalne kryterium pozwalające ocenić, czy rzeczywiście nastąpiła zmiana Pareto-efektywna. Mówiąc jeszcze precyzyjniej, jakiego rodzaju porównania należałoby dokonać, aby móc orzec, czy dane działanie stanowi przykład działania Pareto-efektywnego, czy też nie? Dzięki tym rozważaniom odrzucamy wszelkie podejścia do społecznego dobrobytu, które byłyby albo trywialne (a zatem zupełnie nieinteresujące), albo niemożliwe do pogodzenia z fundamentalnymi założeniami szkoły austriackiej (np. porządkowa skala wartości i wynikająca z niej niemożność sumowania użyteczności). Wydaje się, że w rezultacie udaje nam się wypracować podejście, które mogłoby stanowić stricte austriackie spojrzenie na dobrobyt. Nie powinno zatem dziwić, że po tej wstępnej selekcji dochodzimy do stanowiska reprezentowanego przez współczesnych tuzów austriackiej szkoły ekonomii (np.: Gordon 1993; Herbener 1997; Block 1995). Mimo to sednem naszego artykułu jest argument, że rzeczone podejście nie wytrzymuje krytyki, ponieważ albo prowadzi do niedorzeczności (co pokazujemy w naszym eksperymencie myślowym), albo uniemożliwia argumentowanie za wolnym rynkiem przy pomocy pojęcia Pareto-efektywności.
 

Hanki

Secessionist
1 397
4 404
Właśnie ukazała się nowa książka traktująca o szkole austriackiej, tym razem przez pryzmat najważniejszych myślicieli, którzy przyczynili się do jej powstania i dalszego rozwoju.

Miałem przyjemność pracować nad ostatecznym kształtem przekładu, zatem osobiście ręczę za jakość tej publikacji.

Rzecz jasna polecam i proszę o udostępnianie dalej informacji o tej książce.

https://fijorrpublishing.pl/product/15-wielkich-austriackiej-szkoly-ekonomii/

 

alfacentauri

Well-Known Member
1 148
2 024
Na stronie polskiego Instytutu Misesa ukazało się tłumaczenia fragmetu książki Ralpha Raico "Classical Liberalism and the Austrian School":

Erich Streissler (1987, s. 1) utrzymuje, że to, co spajało ekonomistów szkoły austriackiej w jedną „szkołę”, to nie była nigdy teoria, jak użyteczność krańcowa, ale ich liberalne idee polityczne. Chociaż to może być zdecydowanie wyolbrzymione, wręcz ekscentryczne stwierdzenie, to poglądy polityczne przywódców szkoły z pewnością odegrały rolę w kojarzeniu jej z liberalizmem.


Spośród założycieli szkoły — Mengera, Böhm-Bawerka i Wiesera — to poglądy Wiesera są najmniej problematyczne. Nie ma wielu powodów, by nie zgodzić się z dokonaną przez Streisslera (1987) charakterystyką poglądów Wiesera:


Przede wszystkim będąc katolikiem-konserwatystą, był interwencjonistycznym liberałem o silnie nacjonalistycznym zabarwieniu, mając również wyraźne uprzedzenia rasowe i mimo wszystko doceniał Marxa oraz stosował retorykę społeczno-rewolucyjną. Przede wszystkim jednak był etatystą, który wierzył w mądrość machiny państwowej zarządzanej przez mądrych biurokratów (wywodzących się z jego własnej kasty). (s. 14-15)

Według Streisslera ulubionym słowem Wiesera był „führer”, a w 1926 roku cieszyło go pojawienie się Adolfa Hitlera (1987, s. 15; zobacz również Streissler, s. 86-91).


Z drugiej strony poglądy polityczne Mengera były badane najwięcej i najmocniej dyskutowane. Na przykład Mises (1969, s. 18) dawał do zrozumienia, że Menger był w mniejszym lub większym stopniu klasycznym liberałem twierdząc, że „zdecydowanie sprzeciwiał się działaniom interwencjonistycznym, które stosował — podobnie jak wszystkie inne rządy — rząd austriacki”. Streissler również podkreśla liberalizm Mengera, upatrując w nim źródła przywiązania szkoły do wolnego rynku. Z drugiej strony Emil Kauder twierdził, że Menger był sympatykiem Sozialpolitik (reform społecznych) i krytykiem leseferyzmu (1965, s. 62-64).


Do niedawna głównym źródłem wskazującym na idee polityczne Mengera był artykuł opublikowany we wiodącej gazecie wiedeńskiej w 1891 roku pod tytułem „Teorie społeczne ekonomii klasycznej i nowoczesna polityka gospodarcza” (Die Social-Theorien der classischen National-Oekonomie und die moderne Wirtschaftspolitik) (Menger 1935b). W tym artykule Menger z okazji setnej rocznicy śmierci Adama Smitha próbuje ratować doktrynę Smitha od poważnego niezrozumienia. Za duży błąd w interpretacji uznaje (podobnie jak później Lionel Robbins, 1953), że Smith został błędnie oskarżony o wspieranie leseferyzmu, a jego doktryna została w sposób nieuprawniony skojarzona z tą szkoły manchesterskiej (począwszy od socjalisty Ferdinanda Lassalle, Manchestertummanchesteryzm — stał się w krajach niemieckojęzycznych powszechnie nadużywanym określeniem pozycji leseferystycznych). Czytając ten artykuł Mengera, ciężko jest nie dojść do wniosku, że (Menger — przyp. PR) był raczej społecznym niż klasycznym liberałem.


Jednakże Streissler (1987, s. 20-24) wierzy, że zupełnie nowe spojrzenie na poglądy Mengera zapewniają badania austriackiej badaczki Brigitte Hamann. Hamann odkryła dzienniki księcia Rudolfa, który był uczniem Mengera w latach 1876-1878. Streissler utrzymuje (1990b, s. 110), iż „te dzienniki księcia pokazują, że Menger był klasycznym liberałem czystej wody, wyznaczającym znacznie mniejszy zakres obowiązków dla państwa niż nawet Adam Smith”. Może się jednak wydawać, że Streissler wyolbrzymia siłę dowodową tych dzienników. Bruce Caldwell (1990b, s. 7) prawdopodobnie ma rację, gdy pisze: „Można spodziewać się, że ostatni rozdział poświęcony poglądom politycznym Mengera czeka jeszcze na napisanie”.


Böhm-Bawerk przyznał (1891, s. 378), że wczesna szkoła austriacka nie poświęciła wiele uwagi zagadnieniom praktycznym ekonomii politycznej, usprawiedliwiając to stwierdzeniem, że „trzeba zbudować dom, zanim będzie można go uporządkować”. Jednak dodał, że „mamy własne opinie na te tematy, nauczamy ich z naszych katedr, ale nasze pisma póki co były poświęcone wyłącznie problemom teoretycznym”. Jednak te poglądy, których nauczali ze swych katedr, pozostają niejasne.


Kauder (1957) twierdził, że założyciele szkoły, łącznie z Böhm-Bawerkiem, wykazywali „niezdecydowanie wahanie między wolnością a władzą w swoich poglądach gospodarczych”, co skutkuje sprzecznymi opiniami na temat ich myśli. Z jednej strony byli „ontologami społecznymi. Wierzyli, że istnieje ogólny porządek rzeczy. Wszystkie zjawiska społeczne są rozpatrywane w odniesieniu do tego głównego planu […]. Struktura ontyczna nie tylko wskazuje, jak jest, ale jak być powinno” (1957, s. 417).


Kauder jako przykład wskazuje książkę Positive Theory of Capital Böhm-Bawerka, która przedstawia „naturalny porządek w warunkach leseferyzmu. «Przepiękna harmonia» jest spajana przez użyteczność krańcową, dyskontową teorię procentu i okrężną produkcję, jeśli tylko długookresowa cena (Dauerpreis) wolnej konkurencji jest osiągnięta” (1957, s. 417). Ta „ontologia społeczna” — wczesna wersja Rothbardowskiej koncepcji gospodarki rynkowej, przytaczana wcześniej — jest silnie spójna z liberalną wizją.


Jednakże według Kaudera tradycja szkoły austriackiej była tradycją paternalizmu państwowego; nawet samo wyrażanie koncepcji spontanicznego porządku gospodarczego było tłumione. Założyciele „próbowali pojednać brytyjską (czyli smithowską) i austriacką tradycję”. Dlatego Böhm-Bawerk stwierdził, że ekonomista powinien być ponad zarówno wolną konkurencją, jak i państwowym interwencjonizmem.
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 148
2 024
Ostatecznie, jak twierdził Kauder, Böhm-Bawerk uważał stabilność społeczną za ważniejszą od postępu, głosząc „kwietyzm społeczny, podobny do ideałów dawnej Austrii” (1957, s. 421-422). Co gorsza, Stephan Boehm (1985, s. 256) wskazuje, że „wielkim osiągnięciem Böhm-Bawerka jako ministra finansów było wprowadzenie progresywnego podatku dochodowego od wszystkich dochodów ludzi” (zob. również Weber 1949, s. 667).


Z drugiej strony Erich Streissler (1987, s. 10) określa Böhm-Bawerka jako „całkiem skrajnego liberała […], [będącego] silnie sceptycznym wobec państwa”. Ze wszystkich trzech założycieli — Mengera, Wiesera i Böhm-Bawerka — tylko ostatni podzielał pogląd Adama Smitha na państwo, uznając je za „złe” i „durne”. Wygląda na to, że doświadczenia Böhm-Bawerka jako ministra finansów Austrii sprawiły, że stał się oschle sceptyczny wobec rządowych przywódców i samego procesu rządowego.


Streissler cytuje dwa artykuły opublikowane w gazetach w 1914 roku, ostatnim roku życia Böhm-Bawerka, krytyczne zarówno idee, że przymus interwencyjny (ze strony związków zawodowych) może zmienić prawa ekonomii oraz tendencję polityków do kupowania poparcia i tymczasowego spokoju społecznego poprzez ogromne wydatki publicznych pieniędzy (1987, s. 11-14). Problem późnych poglądów Böhm-Bawerka jest wyjątkowo interesujący, bo jak wskazuje Streissler: Mises uczęszczał na seminaria Böhm-Bawerka w latach 1905-1906, po okresie ostatniej aktywności w rządzie tego drugiego.


Jednakże w latach 30. XX wieku dwóch ekonomistów sympatyzujących ze szkołą austriacką próbowało odciąć założycieli szkoły od pryncypialnego liberalizmu gospodarczego (wówczas) wschodzącej gwiazdy szkoły, Ludwiga von Misesa.


W artykule zawartym w Schmollers Jahrbuch Wilhelm Vleugels (1935) bronił naukowej użyteczności austriackiej teorii wartości subiektywnej, jednocześnie uznając jej zgodność z tradycją starszej szkoły niemieckiej, która stawiała potrzeby narodu nad potrzeby jednostki. „Jeśli na początku ujawnia się pewna tendencja [w pismach austriaków] do postrzegania najważniejszych potrzeb jednostek jako społecznie najważniejszych, to sprzeczność ta została już na początku przezwyciężona” (1935, s. 550). Ważnym dowodem Vleugelsa (oprócz słów wypowiedzianych przez Wiesera) jest esej Böhm-Bawerka z 1886 roku (Böhm-Bawerk 1924), który zatytułowano „Niekorzystne skutki wolnej konkurencji” (Disadvantageous Effects of Free Competition).


W eseju tym Böhm-Bawerk rozważa twierdzenie, że w warunkach wolnej konkurencji podaż i popyt osiągają „najbardziej użyteczną” i „najbardziej owocną społecznie” równowagę, tworząc „największą ilościowo możliwą w społeczeństwie użyteczność absolutną [rein]”. Co ciekawe proponentem tego poglądu był Albert Schaffle, znany ze swoich sympatii społeczno-reformistycznych, a Böhm-Bawerk jest tym, który to twierdzenie poddaje krytyce. Böhm-Bawerk określa to stanowisko, jako „zwodnicze”, ponieważ opiera się na pomyleniu wysokich relatywnych z wysokimi absolutnymi korzyściami z wymiany” (1924, s. 476-477). Przedstawiając hipotetyczny „idealny standard pomiaru” Böhm-Bawerk utrzymuje, że bogaty konsument przebijający ofertę cenową biednego za dane dobro może uzyskać mniejszą użyteczność, niż uzyskałby biedny konsument.


Mówiąc, że „przypadki tego rodzaju zdarzają się, niestety, niezliczoną ilość razy w realnym życiu gospodarczym” (1924, s 479), Böhm-Bawerk podaje jako przykład Irlandię z lat 40. XIX wieku. Miejscowej ludności nie było stać na zapłatę ceny rynkowej za zboże, które było wywożone z Irlandii. W rezultacie Irlandczycy głodowali i umierali, gdy zboże, przynajmniej częściowo, było wykorzystywane do zaspokojenia popytu na alkohol i wypieki dla bogatych. Böhm-Bawerk podsumował to słowami:


Każda osoba pozbawiona uprzedzeń natychmiastowo uzna, że egoistyczna konkurencja w handlu z pewnością nie doprowadziła do najkorzystniejszej społecznie dystrybucji towarów pszenicy i kukurydzy, dystrybucji uznającej najwyższą absolutną [rein] wartość utrzymania zdrowia i rozwoju ludzi [volk]. ( 1924, s. 480)

Kilka lat przed publikacją artykułu Vleugelsa Franz X. Weiss, który był redaktorem zbioru pomniejszych prac Böhm-Bawerka, w którym ukazał się ów esej, zajął stanowisko podobne do Vleugelsa — wbrew samemu Misesowi. Na spotkaniu Verein für Sozialpolitik, które odbyło się w Dresden w 1932 roku, w którym brali udział Mises, Hayek i inni członkowie szkoły austriackiej, Weiss również próbował zdystansować szkołę austriacką od liberalizmu Misesa, cytując różne opublikowane stwierdzenia starszego pokolenia austriaków (Mises i Spiethoff 1933, s. 51-53).


Wśród tych stwierdzeń była wypowiedź Mengera, że niepoważnym jest oskarżanie go o popieranie manchesteryzmu; pogląd Böhm-Bawerka, że „w obliczu tak smutnego stanu wielu dziedzin życia społeczeństwo wymaga reformy”, „obojętna polityka leseferyzmu jest absolutnie niewłaściwa”; i pogląd Wiesera, że koncepcji niezmiennych naturalnych praw gospodarczych, na których przebieg nie da się wpłynąć poprzez działanie państwa „nie można już traktować poważnie”.


Weiss ogłosił, że jego celem było „pokazanie, że wielu ważnych reprezentantów [szkoły austriackiej], w tym także jej założyciele, nie dochodziło do takich wniosków w polityce gospodarczej, do jakich [Mises] twierdził, że musi dojść” (1933, s. 131). Krótka odpowiedź Misesa na krytykę Weissa jest bardzo znacząca: „Nie jestem tak zapatrzony w autorytety [autoritätsglaubig] i nie opieram się na cytatach [zitatenfreudig], a swoją argumentację opieram na logice, nie egzegezie” (1933, s. 118). Interesującą implikacją jest to, że znaczenie szkoły austriackiej dla polityki wynika nie z poglądów jej najważniejszych reprezentantów, ale z wewnętrznej logiki systemu.


Jest jasne, że dla takich autorów, jak Weiss i Vleugels nieznośne u Misesa było to, ujmując to słowami Vleugelsa (1935, s. 538) „[że] był uczonym, który starał się przywrócić do życia fundamentalne błędy manchesteryzmu, chociaż w udoskonalonej formie, jednak wciąż w całej ich skrajności”. Te fundamentalne „błędy” leseferystycznej doktryny zostały, jak się wydawało, bezpiecznie pogrzebane raz na zawsze w całej Europie Środkowej, jeśli nie w całym cywilizowanym świecie. Ponowne rozpoczęcie dyskusji przez Misesa o „zdyskredytowanych” ideach leseferyzmu było czymś, czego jego przeciwnicy, wtedy i w ciągu całego jego życia, nie mogli mu wybaczyć.


To właśnie Mises, jak twierdził Kirzner, pokazał mu bliski związek pomiędzy szkołą austriacką a autentycznym liberalizmem.

źródło: https://mises.pl/blog/2020/05/15/raico-filozofia-spoleczna-pierwszych-ekonomistow-austriackich/

link do całej książki: https://cdn.mises.org/Classical Liberalism and the Austrian School_2.pdf
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 334
23 521
Wygląda na to, że państwo Wielomscy grają na rozbicie Konfederacji, która jest ostatnio zbyt stabilna i coś nazbyt dobrze jej idzie, więc trzeba koniecznie kuców pokłócić z nacjololo, wprowadzając wzajemną nieufność. Jeden tekst o libertarianizmie można byłoby uznać za przypadek, drugi bezpośrednio następujący o ASE, zbiegiem okoliczności już być nie może.

Być może uznali, że skrzydło wolnorynkowe jest tam obecnie zbyt silne.

Natomiast samego Misesa zawsze przyjemnie poczytać. Co więcej: ma rację.

Jeżeli nacjonalizm objawowy w przeciwieństwie do tego bezobjawowego, który profesora Wielomskiego nie satysfakcjonuje, ma się objawiać jedynie poparciem dla interwencjonizmu i deptaniem leseferystycznych podstaw życia gospodarczego narodu, to można go wliczyć w poczet jałowej myśli, która prędzej czy później sprowokuje jakieś nieszczęścia.

Jeśli nawet nie wojnę światową, jak w przypadku Niemiec, to być może odpowiednik rewolucji boliwariańskiej doprowadzającej do ruiny Wenezuelę albo inny peronizm, który Argentynę będącą niegdyś państwem dostatniejszym niż Stany Zjednoczone, strącił w ustawiczne dziadowanie. Ale mają zapewne teraz więcej dumy narodowej, więc było warto. Tak trzymać!

Z tego co pamiętam, nacjonalizm miał nie być żadną samodzielną ideologią, lecz po prostu przejawem emocjonalnego afektu afirmacji przynajleżności do swojego narodu. Odchodzenie od leseferyzmu na rzecz wszystkiego, co od niego gorsze, to jednak dziwaczne i zupełnie perwersyjne objawianie tej miłości, chyba że ktoś woli kochać swój naród tak, aby naród bardziej bolało i mógł dosadniej przeżyć to uczucie.


Przyznam, że jako konserwatywny obrońca idei państwa narodowego od pewnego czasu z niepokojem patrzę na rosnącą popularność Szkoły Austriackiej. Termin ów oznacza próbę odbudowy XIX-wiecznego liberalizmu ekonomicznego, jaką podjęli jeszcze w okresie międzywojennym Ludwig von Mises i Friedrich von Hayek, aktywni na tym polu również po zakończeniu wojny w 1945 roku. Prawdę mówiąc uważam, że mamy do czynienia z projektem zdecydowanie wykraczającym poza ekonomię. Mises i Hayek stworzyli radykalnie indywidualistyczną wizję człowieka i jego egzystencji w świecie, a gospodarka to tylko jeden z elementów tej wizji. Nie ma tu miejsca na omawianie całej koncepcji, ograniczę się wyłącznie do opisu jej krytyki narodów i państw narodowych. Oby niniejszy tekst dogłębnie przemyśleli wszyscy ci, którzy mają na oku syntetyczne połączenie konserwatyzmu (i myśli narodowej) z ekonomiczną myślą Szkoły Austriackiej. Jakkolwiek sam jestem zwolennikiem rozwijania myśli wolnorynkowej w ramach państwa narodowego, dostrzegam przecież, że akurat Szkoła Austriacka – mocno w Polsce popularyzowana od wielu lat – zgoła się nie nadaje do wspomnianej syntezy.
Szkoła Austriacka ma źródła w międzywojennym kryzysie klasycznego liberalizmu, skutkującym dojściem do władzy przedstawicieli ruchów totalitarnych, w tym narodowego socjalizmu w Niemczech. Problemom tym poświęcone są wczesne pisma Ludwiga von Misesa i Friedricha von Hayeka. Warto szerzej omówić dwie ich prace z 1944 roku, a więc napisane podczas wojny. Są to rozprawy Misesa Rząd wszechmogący. Narodziny państwa totalnego i wojny totalnej (wyd. pol. 2018) i Droga do zniewolenia (wyd. pol. 1996) Hayeka1. Analizują one procesy prowadzące do wybuchu kolejnych wojen światowych oraz istotę narodowego socjalizmu. Aczkolwiek większą poczytnością cieszy się ta druga praca, z punktu widzenia ważnej dla nas problematyki narodów i państw narodowych pierwsza wydaje się znacznie ciekawsza.
U Misesa raz po raz dostrzegamy między wierszami przekonanie, że obydwie wywołane przez Niemców wojny światowe wynikają z polityki pruskiego militarysty Ottona von Bismarcka, który sprzymierzony z działaczem robotniczym Ferdinandem Lassallem zwraca się przeciw niemieckiemu liberalnemu mieszczaństwu. Pruski kanclerz próbował nakłonić rodzący się w drugiej połowie XIX stulecia ruch robotniczy do antyliberalnego sojuszu i dlatego wprowadził pierwsze świadczenia i ubezpieczenia społeczne2. Zwiększyło to obciążenia podatkowe, które przedsiębiorcy doliczyli do kosztów produkcji, co z kolei podrożyło produkty niemieckiego przemysłu, przestały one tedy być konkurencyjne na rynkach światowych. Rząd cesarski próbował zaradzić złu dotując eksport i wprowadzając bariery celne, aby chronić własnych przemysłowców, obciążonych nadmiernymi podatkami na cele socjalne. Protekcjonizm dodatkowo zmniejszył konkurencyjność niemieckiej gospodarki, co pociągnęło za sobą kolejne osłabnięcie eksportu, tymczasem wzrastał import surowców i żywności, deficytowych w Niemczech. Niedobór handlowy kazał Niemcom poszukiwać takich rynków zbytu dla własnych produktów, które by zaakceptowały ceny wyższe niż na rynkach światowych. Nie mogły ich znaleźć, toteż postanowiły narzucić sąsiadom niemiecki monopol importowy w zakresie produktów przemysłowych, co inne narody europejskie odrzucały – bezceremonialnie kupowały po niższych cenach gdzie indziej. Wtedy Niemcy zdecydowały się wymusić pożądane zachowania państw sąsiednich wojną, która by w ostatecznym rozrachunku pozwoliła im narzucić korzystne traktaty handlowe, a także podbić tereny gwarantujące tani zakup (bądź też kradzież) potrzebnych surowców i żywności.
Słowem, logiczną odpowiedź na potrzeby wynikłe z polityki socjalnej Bismarcka stanowiła autarkia gospodarcza Niemiec, które podbiją cały kontynent europejski lub przynajmniej jego wschodnią część (koncepcja Mitteleuropy). Alternatywnym dla programu wojen rozwiązaniem była – dowodzi Mises – likwidacja systemu świadczeń socjalnych, aby obniżyć ceny produktów własnego przemysłu. O tym jednakże robotnicy nie chcieli nawet słyszeć, a rząd nie zdecydował się pójść na wojnę z narodem domagającym się płacy minimalnej, świadczeń socjalnych, rent i emerytur. W ten sposób, zdaniem Misesa, polityka socjalna wytworzyła nacjonalizm i imperializm, a ostatecznie doprowadziła do wybuchu dwóch wojen światowych3.
Powyższe rozumowanie jest może nad wyraz logiczne, ale skrajnie monokauzalne, czyli za źródło wszystkich wydarzeń przyjmuje jedną przyczynę (łac. mono – jeden, causa – przyczyna). Reprezentuje więc ono styl zarówno krytykowanego przez liberałów marksizmu, wszędzie dopatrującego się podtekstu klasowego, jak i narodowego socjalizmu, dostrzegającego wszędzie, zawsze i wyłącznie przyczyny rasowe. Nie przekonuje nas niestety pogląd, jakoby 1 września 1939 roku Adolf Hitler napadł na Polskę tylko dlatego, że w 1880 roku Bismarck wprowadził emerytury i ubezpieczenia od bezrobocia w Niemczech, a milion ludzi zamęczono w Auschwitz, ponieważ przy okazji wprowadził też ubezpieczenia od wypadków przy pracy. Mises nie widzi, że ograniczenia czasu pracy czy zakaz pracy dzieci wynikały m.in. z nacisków generałów zaniepokojonych coraz gorszą kondycją poborowych, wyczerpanych pracą fizyczną od wczesnej młodości. Zresztą na przełomie XIX i XX wieku, w ślad za Niemcami, podobne reformy socjalne przeprowadziło wiele państw i jakoś nie wywołały one z tego powodu wojny światowej. Co więcej, skoro podobne reformy wprowadziły także inne państwa, ceny ich produktów przemysłowych także wzrosły, co powinno zbliżyć je pod tym względem do II Rzeszy i zmitygować niemiecką ekspansywność. Mises nie dostrzega również historycznej konieczności polityki socjalnej. To była cena, jaką niemieckie państwo i niemieccy kapitaliści zapłacili za włączenie proletariatu do wspólnoty narodowej, tak że robotnicy mogli się wreszcie poczuć pełnoprawną częścią narodu, a nie klasą eksploatowanych pariasów czekających na sygnał do rewolucji. Oto poniesiony przez liberalne mieszczaństwo Europy koszt stłumienia nastrojów rewolucyjnych, rozstrzygnięcia walki klas i położenia tamy rewolucyjnemu marksizmowi4.
Podobnie jak marksiści, Ludwig von Mises dostrzega w zjawisku nacjonalizmu wyłącznie podłoże ekonomiczne. Uważa on, że nacjonalizm to jedynie pokłosie reform socjalnych, które zaburzyły leseferystyczny wolny obrót handlowy i wywołały sztuczny wzrost cen produkcji przemysłowej. Poczucie narodowe ani nacjonalizm nie wynikają z kultury, nie są przejawami szczerych poruszeń serca, nie są wyrazem narodowego egoizmu, narodowej dumy. To tylko skutki błędnej polityki ekonomicznej. Straszliwe uproszczenie.
Niestety, błędne idee mają błędne konsekwencje. Z tego potwornie uproszczonego klucza do interpretacji historii Niemiec i Europy końca XIX i pierwszej połowy XX wieku austriacki ekonomista wyprowadza kilka rad mówiących, co zrobić, aby nigdy nie wybuchła kolejna, tym razem już III wojna światowa:
1) Dyskredytacja idei narodu. Niemieckojęzyczny Żyd z polskiej Galicji (urodzony przy ul. Jagiellońskiej 13 we Lwowie) Mises to wręcz modelowy kosmopolita, który nie uważał się ani za Żyda, ani za Niemca (Austriaka), ani za Polaka (w naszym języku chyba w ogóle nie mówił ani nie czytał). Z lektury Rządu wszechmogącego wynika, że kompletnie nie rozumiał ani idei narodu, ani państwa narodowego. Wielokrotnie powtarza, że naród to tylko język i że narodowość można zmienić emigrując i ucząc się języka nowego kraju pobytu. Nacjonalizm wyrasta ponoć wyłącznie z działalności państw, które w XIX stuleciu rozbudowywały administrację i wprowadzały powszechną i obligatoryjną szkołę państwową, narzucając wszystkim jeden język urzędowy i szkolny. W dawnych czasach ludzie nie spotykali urzędników ani nie posyłali dzieci do państwowej szkoły, kwestie narodowe nie miały tedy dla nich żadnego znaczenia. Stały się istotne, gdy mogli/nie mogli porozumieć się w coraz liczniejszych urzędach i musieli posyłać do szkół dzieci, które rozumiały/nie rozumiały, co mówi do nich nauczyciel. Nacjonalizm wyrastać miałby albo z pychy tych, którzy narzucili swój język innym (nacjonalizm dominujący), albo z rozdrażnienia tych, którzy nie mogli porozumieć się z urzędnikiem bądź nauczycielem w szkole (nacjonalizm mniejszości narodowych). Nacjonalizmy wytworzyły państwa narodowe z jednym językiem urzędowym5. Wyraźnie słychać tu pogłos sporów toczonych w Austro-Węgrzech, gdzie poszczególne narody walczyły o uznanie swojego języka za obowiązujący na zamieszkałych przez nie terenach, a Habsburgowie uznawali istnienie w swojej monarchii wyłącznie grup lingwistycznych, żadnych tam narodów6. Poczucie narodowe miałoby być czymś kompletnie nienaturalnym i nieistniejącym, o ile państwo pozostaje ograniczone w swych kompetencjach. „Mises jest kosmopolitą” – podsumowuje jego poglądy Gabriel Zanotti7.
Podobnie pisze austriacki arystokrata i jednaki kosmopolita Friedrich von Hayek. Odrzuca popularną tezę, że narodowy socjalizm jest skrajnym wyrazem niemieckiego, w szczególności pruskiego ducha8. Podobnie jak Mises, nie uznaje istnienia narodów. Dlatego, konsekwentnie, odrzuca także przekonanie o istnieniu specyficznych charakterów narodowych. Nie istnieje coś takiego, jak niemiecki charakter narodowy: imperialny, szowinistyczny i antyliberalny. Nie istnieje charakter narodowy polski, francuski, chiński ani tajlandzki. Każdy naród składa się z jednostek-atomów. Zawsze i wszędzie takich samych. Co najwyżej można mówić o zainfekowaniu społeczeństwa socjalizmem, który nie jest ani niemiecki, ani rosyjski, ani francuski czy żydowski – po prostu jest zawsze i wszędzie takim samym socjalizmem. Nie ma kolektywizmu rosyjskiego, polskiego, chińskiego ani niemieckiego, gdyż kolektywizm również wygląda i funkcjonuje zawsze tak samo. Ostatecznie Hayek konkluduje, że naród to tylko „sztucznie wytworzona solidarność gospodarcza”9. Dlatego liberałowi nie chodzi o „wolne narody”, lecz o „wolnych ludzi”10.
2/ Zniesienie państw narodowych. Sprowadzający fenomen narodowości do języka Ludwig von Mises dewaluuje znaczenie narodów i państw narodowych. Jako definicję narodu przyjmuje głośną formułę Ernsta Renana, że naród to codzienny plebiscyt, za którego pośrednictwem ludzie każdego dnia decydują, czy czują się czy też się nie czują członkami narodu11. Przeinaczając myśl Renana dowodzi, że każda czująca swoją tożsamość grupa ma prawo do stworzenia własnego państwa, jeśli tylko wyraźnie zechce. Ów ojciec neoliberalizmu podkreśla, że jego pogląd nie jest tożsamy z tradycyjnym liberalnym „prawem narodów do samostanowienia”. To formuła niewystarczająca, gdyż na jej podstawie tylko narody historyczne lub też ukonstytuowane już nowe narodowości mają prawo odłączyć się i stworzyć nowe państwo. Mises podkreśla, że każda grupa ludzka ma takie prawo: Katolończycy prawo do odłączenia się od Hiszpanii, Prowansalczycy od Francji, Irlandczycy od Wielkiej Brytanii, ale także gmina Pcim Dolny od Polski czy Cieszyn od Polski i Czech, aby stworzyć Andorrę-bis. Liberał nie uznaje istnienia żadnych bytów innych niż jednostka, a wszelka tożsamość jest dlań płynna, uznaniowa, subiektywna. Każdy jest tym, kim się czuje. Dlatego każda grupa ludzka ma prawo ogłosić się narodem i stworzyć własne państwo, a pozostali obywatele nie mają prawa im tego zabronić ani użyć do zgniecenia secesji policji i wojska. Mises pisze:
(…) zasada narodowościowa nie stanowi liberalnego rozwiązania problemów międzynarodowych. Liberałowie opowiadają się za samostanowieniem. Zasada narodowościowa wynika z interpretacji, jaką narody Europy Środkowej i Wschodniej, które nigdy nie zrozumiały do końca idei liberalnych, przypisały zasadzie samostanowienia. Jest to jednak wypaczenie, a nie udoskonalenie myśli liberalnej. (…) Naród przeto nie ma prawa powiedzieć prowincji: należysz do mnie, biorę cię. Prowincja to jej mieszkańcy. Jeśli ktokolwiek (…) ma prawo do bycia wysłuchanym, to jej mieszkańcy. Spory graniczne powinno się rozstrzygać w plebiscytach. Ważne jest zrozumienie, jak taka interpretacja prawa do samostanowienia różni się od zasady narodowościowej. Prawo do samostanowienia, które Renan ma na myśli, nie jest prawem grup językowych, lecz prawem poszczególnych ludzi12.
3/ Neutralizacja państwa. Jak już zauważyliśmy, ojcowie neoliberalizmu łączą nacjonalizm i państwo narodowe z socjalizmem, ponieważ źródłem tego ostatniego miałaby być idea ochrony własnej (narodowej) gospodarki. Konsekwentnie, skoro nacjonalizm, państwo narodowe i socjalizm narodziły się razem, także umrzeć mogą tylko jednocześnie. Wymaga to wyrugowania z ludzkich umysłów całej filozofii politycznej, która widzi w społeczeństwie coś innego, coś więcej niźli tylko zbiór jednostek, które umówiły się, że tworzą państwo w celu ochrony swojej własności i wolności. Wymaga to neutralizacji tego, co filozofia zwie powszechniakami (uniwersaliami), czyli bytów ponadjednostkowych. Nie ma społeczeństwa jako takiego, lecz tylko zbiór jednostek tworzących społeczeństwo. Nie ma narodu, lecz tylko zbiór jednostek posługujących się tym samym językiem, naród jest tylko umowny. Nie ma państwa, lecz tylko zbiór jednostek, które stworzyły je w następstwie kontraktu i gwoli zabezpieczenia swojej własności i wolności. Konsekwentnie, nie istnieje ani interes społeczny, ani narodowy, ani państwowy (racja stanu). Są tylko i wyłącznie jednostki i wszystko krąży wokół jednostek. Czego wszakże może chcieć jednostka? Liberałowie uważają, że wyłącznie nieskrępowanej wolności indywidualnej i nieskrępowanej wolności ekonomicznej. Ale narodowe i socjalne państwo ogranicza każdą taką wolność. Aby rozwiązać ten problem, trzeba stworzyć jedno globalne i skrajnie ograniczone w swoich kompetencjach państwo minimalne, ewentualnie pozostawić sieć słabych państw z okrojonymi prerogatywami, gwarantujących atoli nieograniczone prawa jednostek. W Rządzie wszechmogącym czytamy, jak wygląda ten wymarzony liberalny świat:
Celem liberalizmu jest pokojowa współpraca wszystkich ludzi. Jego dążeniem jest również pokój między narodami. Wszędzie tam, gdzie istnieje prywatna własność środków produkcji, a prawo, sądownictwo i administracja jednakowo traktują obcokrajowców i obywateli danego kraju, mało istotne jest to, gdzie kończą się granice kraju. Nikt nie może uzyskać korzyści z podboju, ale wielu może z tego powodu ucierpieć. Wojna przestaje się opłacać. Nie ma przesłanek do agresji. Populacja zamieszkująca każdy obszar może w nieskrępowany sposób określić, do jakiego państwa chce przynależeć lub czy chce ustanowić własną państwowość. (…) Działanie rynku nie jest krępowane przez ingerencję państwa. Nie ma barier handlowych, a ludzie mogą żyć i pracować tam, gdzie chcą. Granice są wytyczone na mapach, lecz nie ograniczają migracji ludzi i przepływu towarów. (…) Rządy nie mają władzy narzucania obywatelom, jakiego języka powinni używać w codziennej komunikacji czy w jakim języku mają wychowywać i kształcić swoje dzieci. Organy administracji i sądy zobligowane są do posługiwania się w kontaktach z daną osobą językiem, jakim ona mówi, jeśli tylko języka tego używa na danym obszarze dostatecznie dużo mieszkańców. W takim świecie nie ma znaczenia to, gdzie przebiegają granice danego kraju. Nikt nie ma bowiem szczególnego materialnego interesu w powiększeniu terytorium państwa, w którym żyje. Również nikt nie ponosi szkody, kiedy od państwa oddziela się część jego terytorium. Równie nieistotne jest też to, czy wszystkie części tego państwa znajdują się w bezpośrednim geograficznym sąsiedztwie czy też rozdzielone są przez terytorium należące do innego państwa. Nie ma gospodarczego znaczenia to, czy kraj ma dostęp do morza czy nie. W takim świecie mieszkańcy każdej wioski lub okręgu mogliby decydować w plebiscytach, do którego państwa chcą przynależeć13.
Wedle „ojców” Szkoły Austriackiej nie istnieje ani naród, ani ojczyzna, ani państwo narodowe. Czy w tej koncepcji politycznej jest miejsce na pojęcie suwerenności? Tak, odpowiada nam Mises i wskazuje nowego neoliberalnego suwerena: „konsumenta”14 (sic!) czyli jednostkę czerpiącą same zyski ze zniesienia narodów, państw i ingerencji państwa w samoregulującą się gospodarkę. Konsekwentnie, Hayek wywodzi państwo z umowy społecznej, twierdzi, że powstało na mocy zwykłego kontraktu wielostronnego, decyzji ludzi o zawiązaniu państwa. Powstało ono wyłącznie w celu zabezpieczenia życia, wolności i własności jednostek. Tak powstałemu państwu nie wolno realizować zadań ogólnospołecznych, strzec dobra wspólnego ani dbać o interes narodowy, ponieważ jednostki powołały je (rzekomo) tylko i wyłącznie po to, by chronić indywidualne (interesowne) dobro każdej z nich, bynajmniej nie dobro wspólne, nic takiego bowiem (rzekomo) nie istnieje15. Nie istnieje dobro wspólne, dlatego państwo nie może go określić ani kierować ku niemu obywateli16.
Rekapitulując, Mises i Hayek kompletnie nie rozumieją, czym są narody, sprowadzają je do wspólnoty języka lub jakiejś luźnej tożsamości kulturowej, którą można zmienić. Nacjonalizm jest dla nich jedną z form socjalizmu. Ludziom miałoby być wszystko jedno, czy są obywatelami państwa A czy państwa B, byle tu i tam panowała absolutna wolność. Państwo narodowe może istnieć, ale nie ma prawa prowadzić żadnej polityki ekonomicznej i protekcjonistycznej, gdyż byłby to „socjalizm”. Ludzie mogą być nacjonalistami i zamieszkiwać państwa narodowe, ale pod warunkiem „bezobjawowości” nacjonalizmu i państwa narodowego. Obydwaj ci myśliciele – austriacki Żyd i austriacki arystokrata – wychodzą na kosmopolitów doskonałych.
Prof. Adam Wielomski
Przypisy:
1 Dobrze streszcza obie R. Wojtyszyn w artykule Faszyzm i nazizm w myśli Ludwiga von Misesa oraz Friedricha Augusta von Hayeka, „Studia nad Autorytaryzmem i Totalitaryzmem”, 2009, t. XXXI, ss. 27-53.
2 L. von Mises, Rząd wszechmogący. Narodziny państwa totalnego i wojny totalnej [1944], Wrocław 2018, s. 37n.
3 Por. ibidem, s. 3.
4 Por. F. Borkenau, Socialism: National or International,London 1942, ss. 49-54.
5 Zob. L. von Mises, op.cit., ss. 92-102.
6 Por. B. Michel, Nations et nationalismes en Europe Centrale, XIXe-XXe siècle,Paris 1995, s. 88n.; idem, Autriche-Hongrie,w: idem, M.-A. Rey, N. Pietri, L’Europe des nationalismes aux nations,Paris 1996, ss. 9-14.
7 Zob. G.J. Zanotti, La filosofía política de Ludwig von Mises, „Procesos de Mercado”, 2010, t. VII, nr 2, s. 125.
8 F.A. von Hayek, Droga do zniewolenia [1944], Kraków 1996, s. 18.
9 Ibidem, s. 222.
10 Ibidem, s. 338.
11 Por. E. Renan, Studia historyczne i filozoficzne, Warszawa 1904, t. I, ss. 32-35.
12 L. von Mises, op.cit., s. 102n.
13 Ibidem, ss. 60 i 105.
14 Ibidem, s. 59, 85, 116; idem, Biurokracja, Lublin 1998 [1944], s. 12; idem, Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii, Warszawa 2007 [1949], s. 234-37.
15 F.A. von Hayek, op.cit., sa. 63-66.
16 Por. J. Petersen, Freiheit unter dem Gesetz. Friedrich August von Hayeks Rechtsdenken, Tübingen 2014, s. 29.
Skoro nacjonalizm, państwo narodowe i socjalizm narodziły się razem, także umrzeć mogą tylko jednocześnie.
 
Ostatnia edycja:
Do góry Bottom